Duszka dla Hani

Duszka to kotek przygarnięty przez mamę Hani. Tak się złożyło, że chciałam się tej mamie odwdzięczyć za opiekę podczas ciąży i przyszło mi do głowy stworzenie obrazu. Właściwie powinnam napisać, że to Duszka dla Hani i Kasi, bo koniec końców, obraz wylądował na ścianie w sypialni tej drugiej.

To chyba jedno z pierwszych zdjęć Duszki, kiedy była jeszcze trochę kocim nieszczęściem. Jest jednocześnie słodkie i rozbrajające – chciałam, żeby taki był też obraz.

Sytuacja z malowaniem tego obrazu nie była, jak widać, typowa, ale trudne warunki, jak się okazało, są dla mnie dodatkową motywacją do działania. Pamiętam, że i tak najwięcej udawało mi się zrobić, gdy córka spała. Obraz powstał mniej więcej w ciągu tygodnia.

To malowanie po urodzeniu dziecka było dla mnie bardzo ważne – dawało poczucie powrotu do „siebie”, do „dawnego życia”, było sposobem na spędzenie czasu sam na sam ze sobą.

Reakcja Hani na obraz? „Jakie to jest piękne!”

Border Collie dla Idy

To zlecenie było inne niż wszystkie – nie dotyczyło bowiem konkretnego psa, a jedynie konkretnej rasy – jak w tytule – Border Collie.

8-letnia Ida marzy bowiem o psie tej rasy, a jej ciocia, Gosia, może, przynajmniej na razie, podarować jedynie jego wizerunek. To właśnie mi przypadło zadanie ten wizerunek stworzyć.

To był pierwszy mój obraz po długiej przerwie w malowaniu – w między czasie urodziłam córeczkę. Miała wtedy jakieś pięć miesięcy i, z perspektywy czasu, jestem pod wrażeniem samej siebie, że znalazłam czas na malowanie 😊.

Powyższy portret namalowałam na podstawie zdjęcia, które znalazłam w internecie. Zawsze maluję ze zdjęcia – im wyraźniejsze, im więcej szczegółów na nim widać (futro, poszczególne włosy, kolor oczu itd.), tym obraz będzie lepszy.

Collie już od jakiegoś czasu wisi w pokoju Idy, co bardzo mnie cieszy 😊. Chcesz obraz do pokoju swojego dziecka? Napisz: kotkotukotem@o2.pl

Słodziak/Sweet Kitty

„Słodziak” powstał na podstawie zdjęcia, które znalazłam na facebookowej stronie FMP Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Świdnicy. Chciałam w jakiś sposób wspomóc bazarek dla zwierząt i przy okazji dać się poznać na moim lokalnym, świdnickim rynku.

Obraz powstał gdy byłam w ciąży. Patrząc z perspektywy czasu, ten okres był dla mnie bardzo płodny 😁. W ciągu tych 9 miesięcy namalowałam 6 obrazów.

„Sweet Kitty” was made based on the photo I found on the local shelter’s Facebook page. I wanted to support their Christmas fundraising and, also, use this opportunity to make myself known as an artist on the local market.

I created the painting when I was pregnant. Looking back at this period of my life, I must say I was very…prolific painter. I painted 6 pet portraits during that time.

Chciałam by był w słodkim, cukierkowym klimacie i znalazł się w pokoju jakiejś dziewczynki, która lubi koty. Myślę, że udało mi się ten efekt osiągnąć.

I wanted it to be sweet and lovely to fit some girly interior. I think I managed to achieve that.

Wraz z mężem odwiozłam tego kota do schroniska z nadzieją, że szybko znajdzie właściciela. Bardzo lubię odwiedzać świdnickie schronisko, mam przekonanie, że jest dobrze prowadzone i robi się tam wszystko, by pomóc zwierzętom.

I left the Kitty in the shelter hoping someone would adopt it soon. I really like visiting this place as I know there are good people working there, doing everything in their power to help the animals.

Koniec końców, „Słodziak” został wylicytowany za 120 zł i całość tej kwoty została przekazana na potrzeby schroniska i jego rezydentów. Obraz trafił do baaardzo dziewczyńskiego pokoju.

Eventually, „Sweet Kitty” was bought for PLN 120 and the amount was given for the shelter. The painting found its place in some very girly room.

Chcesz obraz do pokoju córki? Nic prostszego! Napisz: kotkotukotem@o2.pl

Would you like a painting for your daughter’s room? E-mail me to: kotkotukotem@o2.pl

Misie Tryptysie dla Gaby/Triple Furry Friends for Gaba

Kolejny obraz, o którym dzisiaj chcę napisać, powstał w szczególnym dla mnie czasie – gdy byłam w ciąży. Naturalnie, chciałam namalować coś ładnego dla mojej córeczki. Jak to często w moim życiu bywa, wiele rzeczy robię spontanicznie i jakby na fali tego, co mnie spotyka. Tak się złożyło, że przy śmietniku znalazłam bardzo ładną drewnianą ramę, której długość idealnie pasowała do umiejscowienia nad łóżeczkiem. Postanowiłam przemalować ją na biało.

Another painting I want to write about today was made during my pregnancy. I wished to paint something nice for my future daughter. As it often happens in my life, I do many things spontaneously and just go with the flow. At some point I just found a nice, wooden frame near a garbage bin, whose length fitted the place above the cradle perfectly. I decided to paint it white.

Wymiary miała dość niestandardowe i wiedziałam, że również niestandardowo muszę pomyśleć o tym, na czym namaluję obraz dla córeczki – nie było mowy o tym, bym znalazła takie gotowe płótno. Pomyślałam o sklejce, jako prostym i tanim materiale, który można łatwo wyciąć. W sklepie budowlanym podałam dokładne wymiary i już miałam na czym malować 🙂

Its dimensions were rather non-standard and I knew my thinking about the painting must have been the same – it was impossible to find a fitting canvas. I thought of plywood as simple, cheap and easily cut. I gave the precise dimensions at DIY store and there I had my „canvas” :).

Pozostało jeszcze pytanie: co namalować? Bądź co bądź córki jeszcze nie znałam do końca:) Nie znałam jej preferencji. Pomyślałam o misiach i to o takich konkretnych, które jej wcześniej kupiłam.

The only question was: what should I paint? After all, I didn’t quite know my daughter yet 🙂 I thought about Teddy bears, actually the specific ones: those I had bought, waiting for my daughter.

Obraz miał być na tyle długi, że choć misie w rzeczywistości były dwa, na obrazie musiało być ich trzy sztuki. Powstały chyba w jakieś trzy wieczory.

The painting was to be long enough for three bears even though there were only two od them. IT took me about three evenings to finish them.

Na fejsbuku ogłosiłam burzę mózgów i zyskały imiona: Gaba, Ciastek i Lucek. Pozostało mi tylko je oprawić i zawiesić nad łóżeczkiem.

I asked people on Facebook and the bears got their names: Gaba, Ciastek and Lucek. Then I framed and hanged them above the cradle.

Wszystko było już na swoim miejscu. Misie czekały na przyjście na świat mojej Gaby.

Kiedy powstaje ten wpis, znamy się już siedem miesięcy. Patrzy często na ten obraz z zainteresowaniem. Pierwszy raz zwróciła na niego uwagę jak miała około czterech miesięcy, co bardzo mnie ucieszyło. Lubi też swoje misie pluszowe. Może kiedyś zapyta mnie dlaczego jednego brakuje 🙂

Everthing was at its right place, waiting for my daughter to enjoy it. When this post is being written I have known her for seven months already. She watches the painting with interest. When she first noticed it, she was only four months old. She likes her fluffy Teddy bears too – maybe one day she will ask me why there are only two od them – where’s the pink one? 😉

Chcesz zamówić obraz do pokoju dziecka? Nic prostszego! Napisz: kotkotukotem@o2.pl

Would you like a painting for a nursery? E-mail me to: kotkotukotem@o2.pl

Witusia dla Marzeny/Witusia for Marzena

Witusia to był mój drugi już Husky do namalowania, ale pierwszy pies, który już, niestety, powędrował za tęczowy most. Jego właścicielka chciała mieć jej portret na pamiątkę.

Witusia was my second Husky to be painted but the first dog who; unfortunately, had passed away before her owner turned to me for a portrait of her. It was supposed to be a memento of the beloved friend.

Czułam więc trochę większą presję, by dobrze odwzorować tę śliczną mordkę. Chciałam, by Pani Marzena poczuła obecność Witusi, a nie miała wrażenia, że ma na ścianie po prostu psa rasy Husky.

Bardzo się starałam i myślę, że koniec końców się udało. Nie mogłabym tego namalować lepiej, przynajmniej na tamtą chwilę.

Therefore, I felt more pressure to make sure this beautiful muzzle is well-painted. I wanted Marzena to feel the presence of her dog and not have the impression that this is just another husky dog hanging on her wall.

I did my best and I think I eventually managed to obtain my goal.I couldn’t paint it better, at least in that moment of time.

Tym bardziej się cieszę, że dostałam miłą wiadomość od właścicielki, która która bardzo zadowolona z obrazu. Inne obrazy widoczne na zdjęciu poniżej też są mojego autorstwa, ale o nich później.

I was obviously thrilled when I got the message from the owner, saying she’s more than happy with my painting. Other paintings visible in the photo are also mine but let’s leave them for another post.

Chcesz mieć pamiątkę po swoim przyjacielu? Zamów jego ręcznie malowany portret na płótnie! Napisz na: kotkotukotem@o2.pl

Would you like to have a memento of your best furry friend? Comission his/her custom-made portrait on canvas! E-mail me: kotkotukotem@o2.pl

Tofik dla Janka/Tofik for Janek

Tofik to pies wrażliwiec. Odgaduje nastroje, wyczuwa napięcia, próbuje łagodzić konflikty. Można powiedzieć: pies-membrana. Nie muszę chyba dodawać, że człowieka kocha bardziej od siebie. Tak się złożyło, że z domu mojego brata musiał trafić do domu moich rodziców. Zmienił więc właścicieli na co dzień, ale pierwszy właściciel, mój bratanek Janek, tęskni i kocha wciąż tak samo. Postanowiłam więc namalować mu Tofika do powieszenia w pokoju.

Tofik is one sensitive dude! He knows your moods, senses tensions between people and always tries to ease conflicts. You can say he is a dog-peacemaker. Needless to say, he loves his human more than himself.

Unfortunately, at some point in the past he had to change his house and owners – from my brother’s home to my parents’ house. Still, his first owner – my nephew, Janek – still misses and loves him. I decided to paint the dog for him so he could have him on the wall by his bed.

To zdjęcie, autorstwa mamy Janka, Basi, świetnie oddaje wnętrze Tofika. Wierne spojrzenie i miłość aż po grób widać na pierwszy rzut oka. Postanowiłam właśnie tym zdjęciem posłużyć się przy malowaniu. Jednak, tak naprawdę, już parę lat wcześniej namalowałam Tofika dla mojego taty :). To był jeden z pierwszych moich obrazów. Byłam zadowolona, że udało mi się uchwycić to Tofikowe, kochające spojrzenie.

The photo above, taken by Basia, Janek’s mother, reflects Tofik’s kind soul perfectly. His loyalty and love for life is clearly visible. So I decided to use this photo to paint his portrait. Actually, I had already painted his portrait for my father a couple years back. It was one of my first paintings on canvas. I was pleased that I managed to capture this loving gaze of his.

Był to prezent pod choinkę i myślę, że ucieszył mojego tatę. Po paru latach pomyślałam, że przecież Tofik ma też innego, kochającego właściciela, więc jemu też „należy się” taki portret. Wzięłam się do pracy…

It was a Christmas gift and I think my father really liked it. A couple years passed and I thought that Tofik had another, loving owner who deserved to have his dog portrait too. So I got to work…

Tofik powstał w jakieś trzy wieczory. Myślę, styl tego obrazu doskonale wpasował się w chłopięcy pokój. Kojarzy mi się trochę z średniowiecznymi portretami książąt 🙂

The making of Tofik’s portrait took me three evenings. I believe the style of this painting fits a boy’s room perfectly. It reminds me of Medieval dukes’ portraits :).

Później okazało się jeszcze, że bez żadnych konsultacji, wpasował się równie świetnie kolorystycznie, a Janek był bardzo zadowolony.

Later, it turned out that the colors also matched the interior, even without any prior consultations, and Janek was very happy.

Chcesz zamówić obraz do pokoju dziecka? Nic prostszego! Napisz na: kotkotukotem@o2.pl

Would you like to order a painting for your child’s bedroom? It’s simple! E-mail me to: kotkotukotem@o2.pl

Franco dla Ady i Agaty/Franco for Ada and Agata

Franek, zwany też Francesco, to kot indywidualista ekstremalny. Piszę „ekstremalny”, bo każdy kot ma w sobie tego indywidualizmu bardzo dużo, natomiast Franek należy do przypadków pod tym względem wyjątkowych. Znika na całe noce, potem odsypia całe dnie, a pomiziać przychodzi się tylko, jak ma dobry humor. Z jego humorami to właściwie nigdy nic nie wiadomo, bo od przyjemnego mruczenia do gryzienia przechodzi w dwie sekundy. Być może dlatego, że ręka zaczęła źle miziać, albo za długo, kto go tam wie.

Franek, also known as Fracesco, is an extreme maverick. And I mean it. I know every cat is an individual creature but the one I’m writing about is absolutely unique, at least in this aspect. He stays out all night, then sleeps through the day, and let his owners stroke him only when he feels like it. And you never know since he’s a rather moody fella. It takes him roughly 2 seconds to go from purring to biting. The reason is vague – maybe the stroking hand is doing it wrong. You never know.

Jak widać, Franco znam osobiście. To bardzo ułatwia namalowanie obrazu. Nawet mimo tego, że od właścicielek nie dostałam zbyt wyraźnego zdjęcia jego pyszczka. Postanowiłam więc nie skupiać się na detalach i oddawaniu rzeczywistości, a bardziej oddać jego zdecydowany, by nie pisać ciężki, charakter:).

As you can see, I know Francesco personally. It makes painting much easier. Even when I don’t get a good photo of the pet. That time, I decided not to focus much on details and reflecting reality but on displaying the cat’s boldness and spirit.

Franco powstał w jakieś dwa wieczory, bardzo dobrze mi się go malowało. Sama byłam zaskoczona, jak dobrze dobrałam kolory i nawet stwierdziłam, że jeśli właścicielkom się obraz nie spodoba, to ja go chętnie „przytulę”.

Franco’s painting was made in about two evenings – it was a very pleasant activity to me. To be honest, I was surprised by my newly discovered ability to select the perfect colors and thought that when the owners didn’t like the painting I would hang it on my wall.

Kolory są oczywiście „podkręcone”, szczególnie w przypadku oczu, ale doskonale pasują do wnętrza domu właścicielek. Samo spojrzenie idealnie zresztą oddaje charakter tego jegomościa. Tak wyglądał jeszcze na ścianie w poprzednim mieszkaniu. Wisiał w przedpokoju, zaraz na wprost drzwi wejściowych tak, by nikt nie miał wątpliwości, kto w tym domu rządzi 🙂

The colors are „amplified”, especially in the case of the eyes but they fit the interiors perfectly. Moreover, in my opinion, the look of the eyes itself reflects the nature of the cat. This is how he looked like hanging on the wall of the previous apartment. That was in the hall, right in front of the doorway so that no one had any doubts about who ruled in this household :).

To jeden z moich ulubionych obrazów – reklamuję nim moje, raczkujące, malarskie usługi (dziewczyny wypożyczyły go do sesji).

It is one of my favourite paintings – I use it to advertise my painting services (the owners lend it for the photoshoot).

Zdjęcie: https://www.facebook.com/sesjenabali

Photo: https://www.facebook.com/sesjenabali

Ares dla Kondzia

Husky to piękna rasa psów, bardzo wyrazista. To z jednej strony ułatwienie, nie ma tu miejsca na wahanie i niejednoznaczność, a ja lubię konkrety – wyraziste kolory, odważne ich połączenia. Z drugiej strony, to piękno jest tak rzucające się w oczy, że łatwo na obrazie przesadzić.

Mimo wszystko, pewnego dnia, napisałam do Konrada: Namaluję Ci psa! A on wysłał mi to zdjęcie:

To był jeden z tych obrazów, które malowało mi się bardzo przyjemnie. Tak dzieje się wtedy, gdy znam i baaardzo lubię właściciela. W tym wypadku nie znałam psa, ale to nie szkodzi. Wystarczyła mi świadomość dla kogo maluję.

Tak wyglądał Ares na początku mojej pracy – nie za dobrze, prawda? 🙂 Bardzo często jest tak, że sama nie wierzę w powodzenie mojego przedsięwzięcia, gdy zaczynam. Brnę jednak dalej, bo już wiele razy przekonałam się, że malowanie to proces, do którego dochodzi jakby poza umysłem. Myśli mogą wątpić, ale póki ręce pracują pod dyktando… duszy (?) i na fali kreatywności trzeba mieć nadzieję, że coś z tego wyjdzie.

Tu już trochę lepiej – zawsze pracuję na podstawie zdjęcia – wydruku, na który nakładam siatkę oraz portretu wyświetlonego na komórce.

Jeszcze zanim zostałam matką, taki obraz zajmował mi średnio dwa wieczory. Pierwszego wieczoru powstawało 90% obrazu. Drugi wieczór poświęcałam na dopracowywanie szczegółów i poprawianie błędów. Teraz maluję kilka wieczorów po 20 min – tylko tyle mam czasu 🙂

Lubię proste formy i żywe kolory, jednolite tła. Myślę, że jest to mój znak rozpoznawczy 🙂

Po namalowaniu obrazu, wysyłam zamawiającemu zdjęcie do akceptacji.

Poniżej zadowolony właściciel odbierający obraz: