
Najpierw o tym, jak zaczęło się malowanie
Od „zawsze” lubiłam malować farbami – w dzieciństwie, pudełko plakatówek stanowiło dla mnie zaproszenie do bardzo interesującego świata, który jednak eksplorowałam dość ostrożnie. Szczególnie lubiłam bawić się kolorami, a moje „dzieła” najczęściej stanowiły zbiór kolorowych plam. Nazywałam je „picassami”.

W miarę dorastania, mój czas zaczęły zajmować bardziej przyziemne sprawy, głównie nauka i problemy z dorastaniem związane. Nie przyszło mi wtedy do głowy, że malowanie farbami może stanowić doskonałą ucieczkę, odpoczynek od problemów. Wtedy myślałam, że jest to zajęcie dziecinne, zwykła zabawa, a ja nie mam ku malowaniu żadnych predyspozycji.
Powolne przebudzenie
Dopiero zaczynając swoje dorosłe życie miałam czas i miejsce w głowie na refleksję o tym, co mi sprawia przyjemność i co lubię robić. Szybko odkryłam, że nie trzeba dużo szukać, wystarczy to sobie przypomnieć, właśnie z dzieciństwa. To wtedy „przypomniałam sobie” jak bardzo lubiłam tańczyć i zostałam instruktorem zumby (zajrzyj na moją stronę: https://www.facebook.com/frogzumbaswidnica/). Jednak malowanie musiało do mnie wrócić bardziej „podstępnie”, bo zawsze miałam w sobie jakieś głupie przekonanie, że malować nie może każdy. Tylko ten, co ma jakiś talent, maluje od razu tak, że zachwyca, a w mojej głowie taki stan rzeczy był w moim przypadku niemożliwy.

Prezent dla męża
Mój mąż też od zawsze lubił malować. Tylko on tę swoją zabawę wyniósł na wyższy poziom, kontynuował jako nastolatek i naprawdę dobrze szło mu odwzorowywanie ilustracji z książek. Ba! On sam sobie robił podobrazia! Zbijał ramki z deseczek i naciągał na nie stare prześcieradła… Ten człowiek nie przestaje mnie zadziwiać 🙂 Poniżej jedno z jego niedokończonych dzieł, właśnie na własnoręcznie zrobionym podobraziu. Namawiałam go, żeby je teraz dokończył, byłoby to ciekawe połączenie kreatywności młodego Rafała z tym starszym, ale na razie nie ma na to czasu.

Chciałam, poza tym, żeby tę swoją pasję kontynuował, choć teraz myślę, że może podświadomie sama chciałam do malowania wrócić. Kupiłam mu na któreś urodziny sztalugę, farby olejne, pędzle, cały osprzęt. Kilka razy podchodził do tematu, powstało parę ciekawych abstrakcyjnych kompozycji, no i malowanie wciąż sprawiało mu dużo frajdy i o to tylko chodziło.
Nieśmiała próba
Pewnego wieczoru pożyczyłam od męża ten malarski osprzęt, a że miałam mocno zakodowaną zabawę kolorowymi plamami oraz przekonanie o własnym braku jakiś większych predyspozycji, namalowałam coś bardzo zachowawczego i mocno abstrakcyjnego.

Nazwałam tego mojego dorosłego już „picasso” „Zumba”, bo chciałam w nim oddać uczucia związane z tańcem – wirującą energię, ciepło i radość. Obraz wisi do dzisiaj u mojego męża w biurze, choć wisi niezgodnie z zamysłem autora – powstawał jako pionowy. Ja bym pewnie najchętniej schowała go za szafę, ale Rafał go oprawił i powiesił, co dużo dla mnie znaczy.
Kolejna pasja
Kiedy miałam około 8 lat mój tato przyniósł do domu małego kociaka, urodzonego na terenie jego zakładu pracy. To był początek mojej wielkiej miłości do tych zwierząt i myślę, że do zwierząt w ogóle. Sama obserwacja kota i możliwość dorastania z nim (jedna z kotek przeżyła ze mną 16 lat) uwrażliwiła mnie bardzo mocno na potrzeby zwierząt i dała sporo wiedzy dotyczącej kociego zachowania i właśnie ich potrzeb. I znowu: już w dorosłym życiu powstał blog o kotach: http://www.kotkotukotem.wordpress.com i choć dawno nie uaktualniany, to włożyłam w niego sporo pracy i jest w nim kilka fajnych wpisów 🙂 zapraszam do czytania.

Właśnie z połączenia tej kociej fascynacji ze sprzętem malarskim powstał pomysł namalowania pierwszego kota. Widać nawet te moje próby na blogu o kotach – nazwałam je „artystycznymi wyżywkami”. Z czasem stawałam się coraz bardziej pewna w malowaniu tzw. „futer”, co z kolei przełożyło się na powstanie facebookowej strony „Namaluję Ci kota” i jakiś pierwszych zamówień na obrazy.
https://www.facebook.com/Namaluj%C4%99-Ci-kotaYour-Cat-on-Canvas
W kolejnych wpisach będę przedstawiać historię tych obrazów, bo składają się na nią historia zwierzęcia, właściciela i… malarki 🙂
